Kokocz na szczęście

Kłokoczka południowa, popularnie zwana kokoczem, wraca do łask w Radlinie. Do niedawna niemal zupełnie zapomniany krzew, od roku przeżywa prawdziwy renesans.

Kłokoczka południowa, popularnie zwana kokoczem, wraca do łask w Radlinie. Do niedawna niemal zupełnie zapomniany krzew, od roku przeżywa prawdziwy renesans. Sprawcą "zamieszania" jest Błażej Adamczyk, zapalony regionalista, szef Radlińskiego Towarzystwa Kulturalnego. To dzięki panu Błażejowi jest szansa na powrót niezwykle rzadkiej rośliny do naszych ogrodów.


- Po latach poszukiwań znalazłem wreszcie kokocz. Teraz muszę więc dbać, aby na powrót zakorzenił się w ludzkiej świadomości - mówi Błażej Adamczyk.


Kariera kokocza od mniej więcej roku rozwija się błyskawicznie. Z Błażejem Adamczykiem kontaktuje się nawet leśniczy z Krakowa, który pisze pracę doktorską na temat kłokoczki południowej. Jest szansa, że w najbliższym czasie kokocz pojawi się w 30 radlińskich obejściach.
∨ Czytaj dalej

W miniony wtorek pod Urzędem Miasta odbyło się bowiem spotkanie, w czasie którego zainteresowani mieszkańcy odebrali sadzonki krzewu. - Mój kokocz będzie rósł na honorowym miejscu. Nie pamiętam tej rośliny z dzieciństwa. Za to teraz jest o niej bardzo głośno. Chciałam się dołączyć do akcji ratowania kokocza - mówi Ludwina Zerzon, mieszkanka Radlina.


Chętni do posadzenia kłokoczki w swoim ogrodzie zgłaszali się do Błażeja Adamczyka już w styczniu. Sadzonki pochodzą z Krakowa, załatwił je znajomy leśnik. Po jednym egzemplarzu otrzymali burmistrz Radlina Barbara Magiera i przewodniczący Rady Miasta Jacek Sobik. - Ja mieszkam w bloku, więc nie mam ogrodu. Mam jednak działkę w Brennej i tam będzie rósł mój kokocz - zadeklarował Jacek Sobik.
W spotkaniu mieszkańców wzięła także udział Urszula Hetman, nauczycielka biologii w Liceum Ogólnokształcącym w Rydułtowach. Pani biolog przedstawiła krótki opis botaniczny rośliny. Kłokoczka południowa należy do rodziny kłokoczkowatych, ta zaś liczy tylko jedenaście gatunków. Bardzo rzadka roślina jest charakterystyczna wyłącznie dla obszaru tak zwanej Bramy Morawskiej. Po polskiej stronie granicy zasięg jej występowania ogranicza się do Częstochowy, Opola i Krakowa. Zgodnie ze starą legendą, kokocz przywędrował do nas z Czech, przynieśli go ze sobą pobożni mnisi głoszący wiarę chrześcijańską.


- Z dzieciństwa pamiętam przestrogi starszych ludzi. Oni ciągle powtarzali, że w żadnym razie nie wolno wyrzucać nasion kokocza, bo jest to święta roślina. Były z niej robione różańce, które po śmierci wkładano do trumny właściciela. Dlatego nie zachowała się chyba żadna taka pamiątka - mówi Błażej Adamczyk.

Sonda

Jak się parkuje na osiedlach w Wodzisławiu?

Zobacz koniecznie

przewiń w lewo przewiń w prawo

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij