Panna uległa pierwsza, już w 1811 r., Mnich bronił się dłużej - do 1857 r., a parę miesięcy później poddał się Eiger

Zdjęcie, zdjęcie, kto mi zrobi zdjęcie – roześmiana Chinka z niewielkim aparatem w ręku, eleganckich letnich kozaczkach na wysokim obcasie, skąpym mini i przewiewnej kurtce krążyła po... zaśnieżonej Jungfraujoch. Długo nie musiała nawoływać. – Moje marzenie się spełniło – krzyczała radośnie, biegnąc po chwili w kierunku rozwianej szwajcarskiej flagi. Nie przeszkadzała jej wysokość, potężne podmuchy wiatru, ani nawet lekki mróz.

Znacznie lepiej do zdobycia Przełęczy Dziewicy przygotowani byli Hindusi. Czapki i turbany – niekiedy przewiązane jeszcze szalikiem - szczelnie otulały ich głowy, a swetry i puchowe kurtki zapewniały odpowiednią porcję ciepła. Choć często doskwierała im choroba wysokościowa, także pragnęli spełnić swoje marzenia o Top of Europe.

Co ich tu gna? – To miejsce, w którym byli ich ukochani aktorzy – podkreśla jeden z przewodników. - Od czasu, gdy przełęcz zagrała w bollywoodzkich filmach Jungfraujoch to jeden z obowiązkowych punktów wycieczek z Indii – przyznają gospodarze Jungfraubahn, najwyżej docierającej kolei w Europie.

Jungfrau, Mönch i Eiger – pokryte wiecznym lodem potężne trojaczki od zawsze kusiły przybyszów zapuszczających się w te rejony Alp Berneńskich. Fascynował ich majestat, niedostępność, „śpiew” lodowców, a także romantyczna malowniczość.

Nic więc dziwnego, że każdy chciał stanąć na sięgających nieba górach. Ale przywilej ten był wtedy zarezerwowany tylko dla nielicznych, najbardziej odważnych.

Niedostępne trojaczki
Pierwsza poddała się Dziewica (4158 m n.p.m.), a stało się to w 1811 r. Mnich (4107 m n.p.m.) bronił się dłużej - do 1857 r. Najniższy z trojaczków, Eiger (3970 m n.p.m.) pokonany został rok później. – Zdobywcy wybrali jednak najłatwiejszą trasą – mówi nasza przewodniczka. Przypomina też, że do pierwszego udanego przejścia słynnej północnej ściany doszło dopiero w 1938 r. - I dziś łatwo się nie poddaje – nie bez powodu zwana jest Ścianą Śmierci - podkreśla.

O monumentalnych szczytach marzyli jednak wszyscy. Tak zrodził się pomysł budowy kolejki do serca gór. - Niektóre pomysły były z „kosmosu” – mówił nam Urs Kessler, szef najwyżej wspinającej się kolei w Europie.

Hotelarz Friedrich Seiller w 1870 r. rzucił myśl, aby w Jungfraujoch wydrążyć olbrzymi tunel. Wagoniki sunęłyby w nim na sam wierzchołek, jak przesyłki na poczcie. Na podobny pomysł wpadli Alexander Trautweiler i Eduard Locher – wagoniki miały jednak zastąpić specjalne kapsuły, które mknęłyby bezszelestnie w szczelnych rurach. Myślano również o wykopaniu poziomego tunelu pod całym masywem – z wielkiej podziemnej stacji winda wywoziłaby turystów w krainę wiecznego lodu. Miejscowi satyrycy rzucili zaś pomysł wzniesienia szwajcarskiej „Wieży Eiffla”, która miałaby... 2095 m wysokości!

Nocna wizja i 10 mln franków
Ta właściwa idea zakiełkowała w głowie Adolfa Guyer-Zellera w nocy z 27 na 28 października 1893 r. – Od razu została przelana na papier. Na szczęście dokument ów przetrwał i jest dziś bezcennym świadectwem – przypomina Urs Kessler.

Przedsiębiorca tekstylny z Zurychu nie zamierzał, jak większość jego poprzedników, budować linii kolejowej z doliny Lauterbrunnen (795 m n.p.m.). Wpadł na pomysł, aby dolna stacja kolejki na Jungfraujoch powstała na obszernej przełęczy Kleine Scheidegg. Choć z 2061 m n.p.m. na przełęcz Dziewicy było tylko 1400 m w pionie, to i tak trzeba było wykuć - w większości w litej skale - 12 km szlak.

21 grudnia 1894 r. Adolf Guyer-Zeller otrzymał koncesję. – Trudno dziś orzec, co bardziej spodobało się szwajcarskiemu parlamentowi – śmiały projekt otwarcia dla turystów krainy wiecznego lodu, czy 100 000 franków, które przedsiębiorca zobowiązał się przeznaczyć na wyposażenie stacji meteorologicznej na Jungfraujoch – zastanawia się Adriana Czupryn ze Switzerland Tourism.

W 1896 r. kilkuset robotników, w większości Szwajcarów i Włochów nawykłych do pracy w upiornych wysokogórskich warunkach, zaczęło wyrywać Mnichowi i Dziewicy centymetr za centymetrem. Morderczy pojedynek trwał o każdą piędź ziemi, o każdy kawałek skały. By mogli przetrwać zimę zbudowano dla nich „wioskę”, a pod Jungfraujoch wywieziono 30 ton węgla, 12 ton mąki, 4 tony mięsa, 400 kg kawy, 3000 jaj, a także 50 tysięcy papierosów. Szwajcarzy mogli na obiad dostać ziemniaki (2 tony), a Włosi makaron (800 kg). Na każdego przypadał także litr wina dziennie!

Pod koniec lipca 1905 r. tunel dotarł do 3160 m n.p.m. W sporej pieczarze miała tutaj powstać stacja Eismeer (Ocean Lodowaty), a dla turystów wykuto „okno” z widokiem na lodowiec, potężne szczyty i dolinę. – W ten sposób turyści mogli podziwiać malownicze widoki, a kolejka zarabiała na siebie i dalszą budowę – przypominają szefowie charakterystycznych czerwonych wagoników. Potem wykuto jeszcze jedną stację, i kolejne okna widokowe.

21 lutego 1912 r. - po 16 latach budowy – robotnicy przebili się na Jungfraujoch. Stanęli na 3454 m n.p.m. Wizjoner z Zurychu nie wjechał jednak na Junfraujoch. Zmarł zaledwie trzy lata po rozpoczęciu budowy, w 1899 r.
Dla turystów uroczyście otwarto ją 1 sierpnia. To co miało zająć 7 lat trwało 16, a koszty z 10 mln franków, wzrosły do 15-16 mln franków. Ale wszystko to się opłaciło. – Już w pierwszym roku przyniosła zysk. Tylko raz w historii odnotowano zaś stratę – przypominają szef „linii kolejowej do nieba”.

Charakterystyczne czerwone wagoniki z Kleine Scheidegg dojeżdżają na podziemny dworzec wykuty na wysokości 3454 m n.p.m. Stąd tunelem można przejść albo do – przyklejonego do skalnej ściany z widokiem na lodowiec Aletsch – kilkupiętrowego kompleksu restauracyjno-hotelowego, Lodowego Pałacu, albo malowniczego plateau z rozległym widokiem. Można też wybrać się na spacer po lodowcu Aletsch, albo windą wyjechać na taras obserwatorium (3571 m n.p.m.). - Widok ze Sphinxa oszałamia, i zostaje w pamięci – zgodnie zapewniają wszyscy, którzy tu byli.

To co robotnikom zajęło 16 lat, turyście przejeżdżają w kilkadziesiąt minut, i to z dwoma przystankami po drodze. Dzięki wizji przedsiębiorcy tekstylnego swoje marzenia o krainie wiecznego lodu może dzisiaj bezpiecznie spełnić nawet 700 tysięcy turystów rocznie.

Marek Długopolski

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!