Małachowskiego korciło, by pokazać gest Kozakiewicza

- Był szybki. Na jakichś zawodach młodzików, które sędziowałem, widziałem, że choć zadatków na dyskobola nie miał, to kręcił się jak bączek. A że nie miałem wtedy w grupie nikogo w jego wieku, to wziąłem go do siebie - ...

- Był szybki. Na jakichś zawodach młodzików, które sędziowałem, widziałem, że choć zadatków na dyskobola nie miał, to kręcił się jak bączek. A że nie miałem wtedy w grupie nikogo w jego wieku, to wziąłem go do siebie - wspomina Witold Suski, który odkrył w Ciechanowie talent Piotra Małachowskiego.

Zresztą nie tylko jego, bo to on szlifował diament, jakim okazał się Tomasz Majewski. Srebrnego medalistę mistrzostw świata też trzeba było najpierw oczyścić z gliny, żeby w ogóle dostrzec zadatki na kulomiota.

- Trener to jest gość - mówi krótko Małachowski. - W środę po zawodach wypiłem z nim pierwsze piwko. Wcześniej tak jakoś mi było głupio. Bo niby fajnie się nam gada, ale trener to... trener. Chyba wiadomo, o co chodzi - dodaje wicemistrz świata w rzucie dyskiem.

Ale Suski, choć twardy z niego facet, też nie jest ze stali. Nerwy koi najczęściej papierosami.

- Wie pan, ja od kieliszka to potrafię się czasem trzymać z daleka, ale jak mnie tak nerwy biorą, to muszę zapalić - nie kryje trener.

W środę palił jednego za drugim. Na bocznym stadionie niby robił sobie żarty z głównego rywala Piotra, Gerda Kantera, ale w środku się gotowało. Poszło z 40 papierosów, 10 na stadionie, gdy rzucał Małachowski.

- Na czterech literach nie mogłem usiedzieć. Cały czas wychodziłem z trybun i wracałem. Po pierwszym rzucie wiedziałem, że będzie medal, ale nie wierzyłem w złoty - nie kryje Suski, który po konkursie wylądował jednak w punkcie medycznym. Ciśnienie skoczyło z nerwów do 150/90.

Suski odradzał Piotrowi wyjazd do Berlina. Zawodnik nie trenował z powodu kontuzji palca.

- O tu mam zapisane dokładnie: 17 maja zaczęło go boleć i nici z treningu dyskiem. Ja tam byłem zdania, że wicemistrz olimpijski nie powinien jechać i się błaźnić, bo groziło mu ósme miejsce - opowiada trener.

Przepraszać jednak nie ma zamiaru. Gdyby Piotr go posłuchał, to nie mielibyśmy wicemistrza świata. Trener mówi, że uwierzył w sens wyjazdu na ostatnim treningu w Polsce. Małachowski przerzucił boisko treningowe. Wcześniej ćwiczył tylko z tajemniczą kulką.

- Oj tam, od razu tajemniczą. Zwykła, metalowa. Dam ci klucz do pokoju, weźmiesz i sobie porzucasz tą tajemnicą. Radziecka szkoła dysku opierała się częściowo na kulkach - tonuje Piotr.

Nie jest to jednak normalny przybór. Dla Suskiego na zamówienie kulki zrobiła firma Polanik. Mają po 2-2,5 kg. Oszczędzają palce podczas treningów, a Małachowski ma podobno delikatne dłonie. Podobno, bo gdy podałem mu rękę, to jakbym witał się z grizli.

- Ale palce ma krótkie i skórę delikatną, nie raz ją zrywał. To ja wolę mu te kule dawać, a przy kontuzji palca to już w ogóle o dysku nie było mowy - wyjaśnia szkoleniowiec i chwali Piotra za dyscyplinę. W końcu żołnierz.

- Starszy szeregowy Małachowski potwierdza, że w wojsku jest fajnie. No wiesz, za mundurem panny sznurem. Nie wszystkie przecież lecą na medale - ironizuje dyskobol. Od Pekinu mundur założył ze cztery razy.

Twardy szeregowy mówi o sobie, że jest wyluzowany i nie denerwuje się na zawodach. No, może czasami. Po kilku nieudanych mityngach trener zmusił go do pracy z psychologiem, bo luzactwo to raczej barwa ochronna. W środę wnerwili go niemieccy kibice: gwizdali, gdy rzucał ostatni raz, próbując odebrać złoto Robertowi Hartingowi.

- Jakbym wygrał, tobym im pokazał gest Kozakiewicza. A niechby mi nawet medal odebrali. Nie wszedłbym też na podium, gdyby mnie potraktowali jak Monikę Pyrek. Wyczytali, że jest brązową medalistką. Tak?! To poszedłbym do pokoju i zawiesiłbym sobie atrapę. Też byłoby fajnie - wali prosto z mostu.

Atrapę dostali też dziennikarze. Jest srebrnego koloru.

- No właśnie, srebrny to każdy może dostać. Kit, nie miejsce... - zdobywa się na autoironię srebrny medalista igrzysk i mistrzostw świata.

Piotr przed startem ułożył już sobie program artystyczny w razie złotego medalu.

- Jak Usain Bolt bym przebiegł, tyle że od mety do startu, a potem bym udawał strzelanie z łuku, tylko w odwrotną stronę. No i się nie udało. Teraz będzie trzeba coś innego wymyślać, bo w końcu mistrzem świata zostanę - nie ukrywa.

Mistrzynią świata ma szanse zostać w sobotę Anita Włodarczyk. Liderka światowych rankingów w rzucie młotem w czwartek jak burza przeszła eliminacje. Piorunujący rzut na 74,54 m już w pierwszej próbie potwierdził, że Anita może walczyć nie tylko o złoto, ale też o rekord świata (77,80). Najpoważniejszą rywalką będzie Niemka Betty Heidler, która w pierwszej próbie ustanowiła rekord MŚ (75,27 m).

- Betty nie raz błyszczała w eliminacjach, a potem miewała kłopoty, ale to będzie groźna przeciwniczka. Ładnie dziś rzuciła - skomentowała Polka.

Oskar Berezowski

  • Dziennik Zachodni

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3