Bazylea. Miasto imponujących bożonarodzeniowych targów, miliona lampek, fontann, wspaniałych muzeów i kameralnych ekspozycji

Mikołaj w czerwonym kubraczku i czarny jak smoła diabeł, pękaty kucharz i smukła baletnica, filigranowe buciki i butelka piwa, karetka pogotowia ratunkowego i wóz straży pożarnej, a także ciasteczko oraz smartfon. Ale są też tradycyjne, okrągłe bombki choinkowe – całkiem malutkie i giganty, nawet kilkudziesięciocentymetrowej średnicy – a także te przypominające szyszki i świece.

Jakie ozdoby będą najmodniejsze w tym roku? Najszybciej podpowiedzą nam to w Bazylei, w sklepach oznaczonych szyldami Weihnachtsbaumschmuck Ausstattungsgeschaeft. To imponujące, choć kruche, królestwo Johanna Wannera, od blisko 50 lat prowadzącego sklepy z bożonarodzeniowymi ozdobami przy Spalenberg i Schneidergasse.

Na placu św. Piotra_i w Białym Domu
– Nasze ozdoby były na choince na placu św. Piotra w Watykanie i w Białym Domu, rezydencji prezydenta Stanów Zjednoczonych. Ubieramy również świąteczne drzewko na placu przed katedrą w Bazylei, a także choinki w wielu domach świata – opowiada Johann Wanner, a dzieje się to w klimatycznej kawiarence na pierwszym piętrze sklepu przy Schneidergasse.

Wybór kolorów i kształtów aż przytłacza. – Mamy blisko tysiąc propozycji – zapewniają w sklepie. Nic więc dziwnego, że klienci sporo czasu poświęcają na decyzję. Krążą od półki do półki, przeglądają pudełka, zaglądają w najdalsze zakamarki. – Bierzemy elegancką krągłą klasykę, czy coś futurystycznego – zastanawia się Ursula. – A może coś zabawnego – podpowiada jej Andreas.

Wybierając bombki, warto jednak zwrócić uwagę nie tylko na ich kształt, ale również kolor i zdobienie. – Gwiazdy i gwiazdki to symbol nadziei, owoce mogą przynieść bogactwo i dobrobyt – przypomina gospodarz, z miłością patrząc na kruche skarby w rozległym sklepie. I zapewnia, że wszystkie robione są ręcznie, także w polskich wytwórniach.

Johann Wanner nie ukrywa też, że na jego choince zawsze jest miejsce na niewielkiego... diabełka. Dlaczego? – I w święta należy pamiętać, że w życiu towarzyszy nam też zło. A na świątecznym drzewku łatwiej spojrzeć mu w oczy. Nie można się go przecież bać – dodaje z uśmiechem gospodarz Weihnachtsbaumschmuck Ausstattungsgeschaeft.

Do owych sezamów kruchych skarbów łatwo trafić. Choć bowiem znajdują się w labiryncie wąskich uliczek, to jednak w samym sercu Bazylei, w pobliżu jej imponującego czerwonego ratusza.

Czy ruch w sklepach jest tylko w święta? – Najwięcej gości, głównie mieszkańców Bazylei, mamy w listopadzie i grudniu – przyznaje Johann Wanner. – Jednak turyści zaglądają do naszych sklepów przez cały rok – od razu dodaje. I nic w tym dziwnego, bowiem taka pamiątka, choć krucha, to piękny dar serca.

Miliony lampek i jarmark bożonarodzeniowy
Ogromna choinka, która późnym wieczorem rozświetliła plac Katedralny, uwolniła lawinę światła. Najpierw zapłonął Münsterplatz, potem miliony lampek wydobyły z mroku okoliczne zaułki, uliczki i ulice, a także tradycyjny jarmark bożonarodzeniowy na Barfüsserplatz.

Tak w Bazylei, mieście kilkudziesięciu muzeów, niezwykłej architektury i blisko dwustu fontann, było dwanaście miesięcy temu. Tak będzie i w tym roku. 27 listopada rozpocznie się kolejny jarmark bożonarodzeniowy. Ostatnich zakupów będzie można dokonać 23 grudnia.

– Basel Tourism proponuje w tym czasie wyjątkowy pakiet dla turystów z Polski – przypomina Adriana Czupryn ze Switzerland Tourism. – Oprócz noclegu na gości znad Wisły czekać będzie „płonący” kubek grzanego wina, a także uroczy upominek od – słynącego z ręcznie wytwarzanych ozdób choinkowych – Johanna Wannera – dodaje.

Na Barfüsserplatz, na którym stoi pofranciszkańska gotycka świątynia (dzisiaj to Muzeum Historyczne Bazylei), odnajdziemy wszystko to, co potrzebne jest do stworzenia świątecznej atmosfery w domu. Na straganach są bombki choinkowe i różnokolorowe świece, marcepan, czekolada, a także tradycyjne – wyrabiano je już w XV stuleciu – bazylejskie pierniki. Można także stać się właścicielem dziadka do orzechów, świecącej dyni, sympatycznych aniołków, a także wielkich krasnali i specjalnych drewnianych karuzel.

Gdyby komuś zrobiło się chłodno, zawsze może przystanąć przy którymś z licznych stoisk z prażonymi kasztanami i aromatycznie przyprawionym grzanym winem (Glühwein). Nie będzie też problemu z zamówieniem rozgrzewającego Feuerzangenbowle, napoju przygotowanego na bazie ponczu, a podawanego z płonącym cukrem.

Najefektowniejsze stoisko z grzańcami przypomina olbrzymią kręcącą się podświetloną karuzelę. – Jeszcze trzy franki poproszę – mówi sprzedawczyni. – Dlaczego? Przecież zapłaciłem za grzańca – pyta zdziwiony Johan. – To za puchar, w którym jest wino. Jeśli pan go zwróci, oddamy kaucję, jeśli zabierze pan kubek na pamiątkę, pieniądze zostaną u nas – wyjaśnia z uśmiechem młoda dziewczyna. Johan wybrał tę drugą opcję, jak zdecydowana większość spacerujących między barwnymi stoiskami.

Świąteczny kiermasz odnajdziemy również w pobliżu katedry (w jej lewej nawie spoczywa Erazm z Rotterdamu). Gdy niespieszny spacer doprowadzi nas i w to miejsce, warto podejść jeszcze kilkadziesiąt metrów dalej. Z wysoko wyniesionego ponad Ren tarasu jest bowiem wspaniały widok – szczególnie w nocy – na Bazyleę.

W domu sztuki i niezwykłe fontanny
Monet, Cézanne, Picasso, van Gogh, Kandinsky, Degas, Chagall, Giacometti, Miró, Matisse, Warhol, Rousseau... – dzieła najwybitniejszych artystów odnajdziemy w Villi Berower, niewielkiej posiadłości w Riehen.

Miejsce, gdzie wspaniałą przystań do ekspozycji znalazła jedna z najznamienitszych kolekcji dzieł sztuki, znajduje się na obrzeżach Bazylei (z centrum można tam dojechać tramwajem). Fondation Beyeler, oddzielona od ruchliwej ulicy niewysokim murem, troszczy się tu o arcydzieła wyceniane przez niektórych specjalistów nawet na ponad 2 miliardy dolarów. Skąd taki skarb znalazł się w tym miejscu? Wszystko za sprawą niezwykłej pasji Ernsta i Hildy Beyelerów.

A wspomnieć wypada, że to tylko jedno z blisko 40 muzeów Bazylei, i jeden z wielu budynków zaprojektowanych przez najwybitniejszych architektów świata.

Wielką ozdobą miasta są również fontanny. A jedną z najsłynniejszych jest – na placu Teatralnym – dzieło Jeana Tinguely’ego, syna służącej i magazyniera z fabryki czekolady. – Ruchome machiny wciąż budzą emocje. Te w fontannie tylko pozytywne – mówi Jenny Rentsch z Basel Tourism. – To jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc w naszym mieście – dodaje. We wszechświecie tego niezwykłego artysty tony żelastwa połączyły się – współdziałając ze sobą – z plastikowymi odpadkami, karnawałowymi maskami, kiczowatymi rzeźbami... Część dzieł, w które wizjoner tchnął nowe życie, można też obejrzeć w Muzeum Tinguely’ego.

Bazylea ma bardzo wiele twarzy. Wystarczy tylko wsiąść do samolotu, by je poznać.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!