Tomasz Bagiński pracuje m.in. nad fabularnym filmem o Wiedźminie

Tomasz Bagiński pracuje m.in. nad fabularnym filmem o Wiedźminie (© Platige Image)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Marzy mu się słowiańska historia, zrealizowana z rozmachem na miarę "Hobbita" czy "Władcy Pierścieni". Z Tomaszem Bagińskim rozmawiamy m. in. o filmie fabularnym o Wiedźminie, "Grze o tron" i planach na przyszłość.

Tomasz Bagiński ma na swoim koncie nominację do Oscara dla animacji "Katedra". Obecnie pracuje m.in. nad fabularnym filmem o Wiedźminie (z aktorami), ale produkcja owiana jest tajemnicą. Niedawno natomiast Internet podbił wyreżyserowany przez niego filmik "Ambition", nakręcony dla Europejskiej Agencji Kosmicznej, promujący misję Rosetta.

Jak to się stało, że to Pana studio Platige Image zrealizowało film "Ambition" dla Europejskiej Agencji Kosmicznej, promujący misję Rosetta?

- To bardzo długa historia. W wielkim skrócie sprowadza się do tego, że Janek Pomierny, jeden z producentów w naszej firmie, dowiedział się, że Europejska Agencja Kosmiczna poszukuje studia do przygotowania kampanii, reklamującej niezwykle ważną misję Rosetta. Stanęliśmy do konkursu i udało nam się go wygrać. Zostałem w ten projekt wmieszany trochę przypadkowo. Początkowo miałem być tylko jednym z producentów. Spotkaliśmy się, by omówić szczegóły. Była to prawdziwa konfrontacja kreatywnych umysłów. Po dwóch godzinach rozmów wiedzieliśmy, że musimy razem zrobić tę kampanię, a ja muszę to reżyserować.

Jak długo trwała praca nad tym filmem?

- Zdjęcia rozpoczęliśmy na początku sierpnia tego roku, potem przyszło 3,5 miesiąca postprodukcji. Całość pracy nad reklamówką trwała więc około 5-6 miesięcy.

Według początkowych założeń zdjęcia miały powstać w Bełchatowie. Była szansa na promocję Polski. Ale coś poszło nie tak...

- Bardzo mi zależało, żeby zdjęcia powstały na terenie elektrowni w Bełchatowie. Znaleźliśmy idealne miejsce, odwzorowujące wygląd niezamieszkałej planety, bez roślinności. Potem poinformowano nas, że kręcenie zdjęć nie jest możliwe ze względów bezpieczeństwa. Zresztą dokładnych przyczyn nam nie ujawniono. Okazało się więc, że mamy tydzień na znalezienie nowego miejsca i wybór padł na Islandię.

Jak to się stało, że w "Ambition" zagrał Aidan Gillen, aktor znany z "Gry o tron" (w serialu gra lorda Petyra Baelisha - przyp. red.)?

- Od początku zakładaliśmy, że musi się tam pojawić jakaś znana twarz - mistrz - kobieta lub mężczyzna. Uruchomiliśmy swoje kontakty w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka i pracuje teraz wielu czołowych aktorów z całego świata. Wybraliśmy reżyserkę castingu, która bardzo chciała się zaangażować w filmik reklamujący projekt Europejskiej Agencji Kosmicznej. Dostaliśmy od niej listę ludzi, którzy mieli akurat wolne moce przerobowe. Bo bardziej chodziło właśnie o to, kto znajdzie czas, a nie o brak chęci. Aidan Gillen akurat miał "okienko" przed kolejnym sezonem "Gry o tron". Spotkaliśmy się w Londynie i po rozmowie zgodził się na zagranie w "Ambition". Rozważaliśmy też inne nazwiska, ale nie było takiej potrzeby. Aidan pasował doskonale.



W Pańskim spocie o igrzyskach w Soczi także był obecny aktor z "Gry o tron" - Charles Dance (serialowy Tywin Lannister), użyczający swojego głosu. Musi być Pan wielkim fanem tej sagi i serialu?

- To nie do końca tak. Oczywiście obejrzałem go i lubię ten serial. Nie był jednak dla mnie zaskakujący, bo wcześniej czytałem książki. W "Grze o tron" gra wielu kapitalnych aktorów, więc ich spore natężenie w moich produkcjach to trochę przypadek. Nie da się jednak ukryć, że w spocie igrzysk w Soczi niezwykle pasował mi głos tego aktora, którego nie sposób pomylić z jakimkolwiek innym.

A jak to się dzieje, że polska firma wygrywa z zagraniczną konkurencją?

- Platige Image istnieje na rynku od 17 lat, ale dopiero od mniej więcej 10 budujemy swoją pozycję na rynku na Zachodzie. Zaczynaliśmy od małych projektów, nie było nam łatwo się przebić. Zresztą dalej nie jest łatwo mierzyć się z konkurencją. Jednak wychodzimy z założenia, że w Polsce mamy wielu utalentowanych artystów, którzy, żeby zabłysnąć w branży, muszą zająć się od razu zagranicznymi projektami. Jak spadać, to z wysokiego konia.

Dzięki której animacji zarobił Pan najwięcej?

- Sam nie wiem dokładnie, to trudne pytanie (śmiech). Mogę tylko powiedzieć, po którym filmie miałem najwięcej propozycji pracy. To była "Sztuka spadania". Potem nastąpił powolny przyrost pracy i jakości moich produkcji. Zresztą pracuję nad wieloma reklamówkami, o których opinia publiczna niewiele wie. Choćby niedawno krótki filmik internetowy dla Cristiano Ronaldo i firmy Nike.

Pracuje Pan też nad fabularnym filmem o "Wiedźminie". Może Pan zdradzić jakieś szczegóły? Kto wcieli się w główną rolę?

- Muszę Pana rozczarować, bo nie mogę niczego ujawnić. Przy tym projekcie panuje absolutna marketingowa zmowa milczenia.



Stworzył Pan trailery do serii gier o Białym Wilku. W ogóle wydaje mi się, że gry komputerowe to Pana żywioł i częste źródło inspiracji.

- Zgadza się, chociaż kiedyś grałem więcej. Teraz na szczęście moje życie i obowiązki są na tyle ciekawe, że nie mam na granie za wiele czasu. Niekiedy gram w proste gry na iPadzie. Ale kawał życia spędziłem przy różnych grach komputerowych. Uważam je za normalną część wytworów kultury.

A jakie to uczucie, kiedy ma się zaledwie 26 lat i dostaje się nominację do Oscara?

- Trudno wspominać takie rzeczy. Na pewno była radość, ale przyjmowałem to raczej spokojnie. Nie pamiętam już tych emocji. Od razu zaczęły się urywać telefony od dziennikarzy i spędziłem z komórką przy uchu cały dzień. Ale pamiętam, że bardzo stresowałem się przed samą nominacją, bo wiedziałem, że mam na nią szansę.

Gdy rzucał Pan studia architektoniczne na Politechnice Warszawskiej, nie bał się Pan, że za dużo ryzykuje?

- Oczywiście, że trochę się bałem, ale byłem zdeterminowany. Wiedziałem, że nie chcę być architektem. Gdy dostałem pracę w zawodzie, który zawsze chciałem wykonywać, stwierdziłem, że nie ma sensu oszukiwać siebie i profesorów z uczelni. To była przemyślana decyzja i nikomu nie radzę studiować czegoś wbrew sobie, dla papierka albo dla spełnienia oczekiwań rodziców. Studia są po to, aby być mistrzem w danej dziedzinie.

Nie marzy się Panu projekt z takim budżetem jak "Władca Pierścieni" czy "Hobbit"?

- To z pewnością byłoby miłe i ambitne zadanie, mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane w czymś takim uczestniczyć. Jednak to zawsze jest tak, że zaczyna się od wyboru historii, a dopiero potem do niej dopasowuje się budżet. Chciałbym kiedyś "opowiedzieć" na ekranie polską, słowiańską historię, w taki sposób, żeby spodobała się na świecie.

Rozmawiał Arkadiusz Gołka



Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!