Dr Paweł Grzesiowski: Kiedy społeczeństwo widzi chaotyczne działania bez jasnego uzasadnienia, to traci zaufanie do władz

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Dr Paweł Grzesiowski: Szczepienia w tym tempie niczego nie zahamują przez najbliższy rok
Dr Paweł Grzesiowski: Szczepienia w tym tempie niczego nie zahamują przez najbliższy rok Karolina Misztal
Tak naprawdę nikt decyzji tej władzy nie rozumie; nie wiadomo nawet czy sama władza rozumie, co robi. Słyszymy najrozmaitsze deklaracje, które dzień później są zmieniane. Jeden minister mówi to, drugi mówi co innego. Czyli wygląda to tak, jakby nie było nawet przepływu informacji między poszczególnymi ministerstwami – mówi dr Paweł Grzesiowski, immunolog, ekspert w dziedzinie zdrowia publicznego

Rząd podtrzymuje obostrzenia, a ludzie już nie chcą się do nich stosować. Przegrywamy zimę, jeśli chodzi o koronawirusa? Czy może jest szansa, że wyjdziemy z tej drugiej fali zwycięsko?

Na razie fala zachorowań z października, listopada i grudnia została wyhamowana. W tej chwili widzimy jakąś formę stabilizacji, ale na wysokim poziomie średnio ok. 10 tysięcy zakażeń tygodniowo; może nie jest dobrze, ale na pewno jest spokojniej niż było w ostatnich trzech miesiącach. Z drugiej strony, cały czas mamy dużą liczbę zgonów zgonów, co świadczy o tym, że jest duża liczba niedoszacowanych przypadków. A to z kolei jest powiązane z wieloma aspektami. W wielu przypadkach ludzie ukrywają chorobę, nie zgłaszają się do badań, a jak się zgłaszają, to starają się utajniać wyniki, żeby nie iść na izolację a rodzina, żeby nie szła na kwarantannę. Z tego powodu, sytuacja jest trudna do opisania, bo do końca nie wiemy, ile mamy zachorowań. Jedyne pewne dane dotyczą liczby hospitalizacji i zgonów.

Sam pan minister Niedzielski mówi, że sytuacja pandemiczna dzisiaj jest niejednoznaczna. Jak to rozumieć? Na tym właśnie polega ta niejednoznaczność?

Tak, oczywiście. Pan minister już się chyba tego nauczył, że nie można wierzyć cyfrom, danym z jednego dnia; musimy patrzeć na dane tygodniowe, a te są właściwie niezmienne od 5 czy 6 tygodni. Cały czas mamy stałą liczbę około 16-17 tysięcy pacjentów w szpitalach. Nie ma zatem żadnych przesłanek, że sytuacja się poprawia. No, to jak się nie poprawia, to nie bardzo można mówić o zakończeniu fali epidemicznej.

Cały czas słyszymy zapowiedzi trzeciej fali pandemii, która miałaby nadejść w lutym czy marcu. Ale na dobrą sprawę nie wyszliśmy przecież z drugiej fali. Czy możliwe, aby trzecią falę COVID-u zahamowały szczepienia?

Nie, proszę pani. Jak to jest możliwe, żeby szczepienia cokolwiek zahamowały, jeżeli wykonujemy 200 tysięcy szczepień w ciągu dwóch tygodni, czyli góra pół miliona miesięcznie? Przecież szczepienia w tym tempie niczego nie zahamują przez najbliższy rok. Nie mówmy więc o żadnym hamowaniu przez szczepienia, tylko mówmy o tym, że w dalszym ciągu działania prewencyjne są niezbędne, ponieważ nie ma innej możliwości redukcji liczby zachorowań. Żadna inna metoda nie działa. A szczepień na masową skalę na razie nie ma. Jak będą szczepienia na taką skalę, o której mówimy, czyli na przykład zaszczepionych zostanie 10 milionów Polaków w ciągu 3 miesięcy, to wtedy będzie można mówić o hamowaniu epidemii szczepieniami.

Pan profesor Simon precyzuje, że jeśli rząd ogłasza, że do końca marca będzie zaszczepionych 2-3 miliony ludzi, to oznacza, że w ciągu roku można zaszczepić 12 milionów ludzi, a do zaszczepienia w dalszym ciągu pozostaje 28 milionów ludzi. To z kolei oznacza, że odporności stadnej w ciągu tego roku nie osiągniemy.

Absolutnie nie osiągniemy! Zgadzam się w stu procentach z panem profesorem.

Kiedy rozmawialiśmy kilka dni temu, wymieniał Pan powody, dla których te szczepienia idą jak po grudzie. Są widoki na to, że sytuacja ulegnie zmianie, że się polepszy? Będzie więcej dostaw, więcej punktów szczepień…

… ale przecież słyszy pani, że wszystko jest super! Trwa propaganda wielkiego sukcesu: szczepienia idą świetnie, wszystko jest wspaniałe. Przez cały weekend retoryka ze strony władz wyglądała w ten sposób, że wszystko jest OK i nie trzeba niczego modyfikować.

Przecież nie jest OK.

Kryteria mojej oceny są obiektywne: czy szczepionka zalega w magazynach i czy szczepimy tyle osób codziennie, czy średnio w tygodniu, że grupa zero zostanie zaszczepiona w ciągu miesiąca?

Nie zostanie.

Wiadomo, że nie. Wiadomo, że ta wydolność punktów szczepień w tej chwili jest za mała. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało w tym tygodniu, ale poprzednie dwa tygodnie, szczególnie ten ubiegły tydzień, gdzie poniedziałek i wtorek były zwykłymi dniami roboczymi, następnie była wolna środa, więc wiadomo, że nie brano szczepionek, bo się bano, że one się zmarnują; ale już ten tydzień powinien być normalnym tygodniem szczepień. Jeżeli w tym tygodniu zaszczepimy 200-300 tysięcy ludzi, to będzie dawało jakiś pogląd na wydolność sieci punktów szczepień. Ale jak to będzie wyglądało potem? Jednej rzeczy nie rozumiem – w tej chwili pojawiła się informacja, że punkty szczepień będą dostawały po 30 szczepionek na tydzień.

Jak to? Wygląda, że to kropla w morzu.

Rozumie pani, co to oznacza? Może ktoś czegoś nam nie mówi; może to jest tak, że po prostu nie będzie odpowiedniej liczby szczepionek w magazynach, w tym sensie, że dostawy od producentów będą przychodziły tak wolno; że oni więcej nie mogą dać, a chcą dać wszystkim po równo. To będzie taki totalny komunizm szczepionkowy, że każdy punkt szczepień dostanie 30 dawek na tydzień. To oznacza 6 pacjentów do zaszczepienia dziennie. Czyli tak naprawdę jedna fiolka dziennie. Czy to miałoby oznaczać, że przez cały tydzień zespół szczepiący ma być w gotowości, żeby zaszczepić 6 ludzi z jednej fiolki dziennie? To brzmi jak mało śmieszny żart. No, ale taka jest oficjalnie przekazana informacja, że jak ruszą szczepienia w POZ, czyli otworzy się te 6 tysięcy punktów szczepień, które są zarejestrowane, to każdy z nich dostanie po 30 dawek. To by się nawet zgadzało, bo daje to 180 tysięcy dawek na cały kraj tygodniowo, czyli inaczej mówiąc, to jest połowa dostawy. A co z drugą połową? Będzie czekać w magazynie? Jeżeli na tym ma polegać szybsze tempo szczepień, to łatwo można sobie wyliczyć, ile my osób zaszczepimy do końca roku.

Badania mówiły o tym, że mniej niż połowa Polaków chce się zaszczepić.

Nieprawda! Już są nowe wyniki tych badań, które bardzo się zmieniły. Ta zmiana polega na tym, że 65 procent Polaków chce się szczepić. Najnowszy sondaż RMF z ośrodkiem badania opinii publicznej wskazuje, że w listopadzie tylko 35 procent było na tak, jeśli chodzi o szczepienia, a teraz powtórzone badanie daje wynik, że osób, które chcą się zaszczepić jest o 30 procent więcej. Mówiłem o tym od początku, że jak akcja szczepień ruszy i ludzie będą widzieli, że nic złego się nie dzieje, to nie będą się bać i będą chcieli się szczepić.

Niemniej wynika z tego, że między bajki można włożyć te wszystkie wizje, że na przykład punkty szczepień pracują 12 godzin dziennie przez 7 dni w tygodniu. Albo że do miasteczek i mniejszych miejscowości będą jeździć szczepionkobusy. Albo że będą dostawy szczepionek do punktów szczepień dwa razy w tygodniu.

Nie wiem, dlaczego trzeba to wkładać między bajki. Jedynym powodem, którego zresztą nie znam de facto, ograniczającym tempo dostaw, mogłyby być ograniczenia wynikające z tego, że producenci dostarczają do Polski mniej szczepionek niż było to zapowiedziane. Ale może tak nie jest. Może my wszystkiego nie wiemy. Może właśnie tempo dostaw jest w taki sposób zaplanowane. Przecież tego nam nikt nie powiedział, czy kilkadziesiąt, czy kilkaset tysięcy dawek będzie przyjeżdżało do Polski tygodniowo. Słyszeliśmy nie tak dawno komunikat, że 350 tysięcy dawek tygodniowo będzie trafiało do nas z firmy Pfizer. Ale są już szczepionki innych firm: jest Moderna, za chwilę będzie AstraZeneca. Czyli jest szansa, że w ciągu kolejnych tygodni tych szczepionek będzie znacznie więcej, nawet milion dawek tygodniowo.

A na horyzoncie pojawiają się nowe firmy ze swoimi szczepionkami, czyli może ich być jeszcze więcej.

No pewnie! Przecież jest już szczepionka duńska SSI, jest szczepionka Novartisu; są szczepionki CureVac. Za kilka miesięcy te szczepionki może zarejestrować kolejnych 8 firm, z czego 6 ma umowę z Unią Europejską, ale inne firmy też przecież mogą w to wejść; jeżeli byłaby możliwość dokupienia szczepionki, to dlaczego nie, prawda?

Jak Pan patrzy na testy przesiewowe dla nauczycieli? Czy to dobry pomysł? Nie lepiej po prostu ich zaszczepić? Dlaczego nie można włączyć ich do grupy zero?

Ależ ja o to właśnie postuluję! Uważam, że zupełnie niepotrzebnie testujemy nauczycieli. To jest jakaś forma zastępcza, nie wiem, dlaczego. Ewidentnie, moim zdaniem, jest to zagranie bardziej PR-owskie niż medyczne. Jednorazowe badanie jakiejś grupy nie ma żadnego sensu. Wyłapiemy, powiedzmy, 0,6-1 procenta zakażonych i co z tego?

No, właśnie, co?

Przecież testy przesiewowe nie wpłyną na zahamowanie rozprzestrzenianie się wirusa; nie powtrzymają epidemii. Testowanie przesiewowe ma sens tylko wtedy, kiedy jest powtarzalne. Przecież nie da rady wyłapać nawet tych wszystkich, u których zakażenie jest w okresie inkubacji; bo przecież wiadomo, że wirus się wylęga określoną liczbę dni. Nawet ci, którzy będą mieli ujemny wynik testu nie mają pewności, bo mogą za trzy dni zacząć zarażać. To więc jest, niestety, działaniem obliczonym tylko na efekt psychologiczny. Zresztą tak też ci nauczyciele, pytani, mówią: „Zrobię sobie test, to się będę czuła bezpieczniej, spokojniej”. Ale to jest, szczerze powiedziawszy, propaganda i złudzenie bezpieczeństwa, bo przecież wiadomo, że ten test nie opisuje niczego więcej ponad ten moment, kiedy został pobrany wymaz. Godzinę później można się zarazić i dzień później można się zarazić, mając ten ujemny wynik testu.

Oczywiście. Ale jest też decyzja władz, aby dzieci klas I-III poszły do szkoły.

Uważam, że ta decyzja absolutnie nie jest oparta na epidemiologii. Ona jest oparta… nie wiem; czy to jest decyzja polityczna, czy ekonomiczna? Nie mam pojęcia. Ale motywacją dla tej decyzji na pewno nie jest sytuacja epidemiologiczna.

To jest też decyzja psychologiczna, bo z drugiej strony, dzieciaki, kolokwialnie mówiąc, dostają świra, siedząc w domu – mam tu na myśli również i te starsze.

Ale dwa czy trzy tygodnie dłużej nic tu by nie zmieniło, a w tym czasie można by zaszczepić pierwszą dawką tych nauczycieli.

Przedsiębiorcy też są na skraju rozpaczy. Górale wypowiadają rządowi nieposłuszeństwo; zapowiedzieli, że 18 stycznia będą otwierać swoje biznesy. To nie wróży dobrze, jeśli chodzi o spokój w kraju.

Wie pani, to jest po prostu dowód na to, że społeczeństwo już nie ufa władzy. Tak naprawdę nikt decyzji tej władzy nie rozumie; nie wiadomo nawet czy sama władza rozumie, co robi. Słyszymy najrozmaitsze deklaracje, które dzień później są zmieniane. Jeden minister mówi to, drugi mówi co innego. Czyli wygląda to tak, jakby nie było nawet przepływu informacji między poszczególnymi ministerstwami. Społeczeństwo widzi przede wszystkim chaotyczne działania bez jasnego uzasadnienia. W momencie, w którym takie działania widzi, to traci zaufanie do władz. A gdy traci zaufanie, to i też traci wolę współpracy. A bez współpracy ze społeczeństwem nic się nie da zrobić. Jeżeli społeczeństwo będzie chciało działać, ludzie będą chcieli wyjeżdżać i będą chcieli uruchamiać biznesy, to władza temu nie przeszkodzi. Polak potrafi obejść każde przepisy. W związku z tym, jeżeli nie będzie jasnej polityki rządu i współpracy ze społeczeństwem, to wszyscy przegramy z pandemią. Wszyscy przegramy, bo nadejdzie trzecia fala, czwarta fala, umrze wiele osób, bo pandemia się wypali, aż całe społeczeństwo przechoruje.

Głośno jest o nowej mutacji koronawirusa, odkryto go w Wielkiej Brytanii. Na czym ta mutacja polega? Czy mamy się czego bać? Czy ten zmutowany wirus dotarł już do Polski?

To kolejna sprawa, która jest kompromitacją, ponieważ nie wiadomo, czy ta mutacja u nas jest. W Polsce nie prowadzi się planowego nadzoru nad nowymi szczepami koronawirusa. I to trzeba sobie jasno powiedzieć, że państwowy nadzór nad pandemią jest bardzo dziurawy.

Kto powinien takie badania prowadzić?

Jak to, kto? Rząd zleca to określonym instytutom i laboratoriom.

Sanepid nie mógłby w tym pomóc?

Sanepid nie jest instytutem badawczym; odpowiada za nadzór epidemiologiczny, czyli za śledzenie kontaktów, za kwarantanny, za dochodzenia w ogniskach epidemicznych, natomiast oczywiście, można by sanepidowi zlecić takie działania. Ale czy pani wie, ile kosztuje sekwencjonowanie jednego genomu wirusa? To są kolosalne pieniądze, tysiące złotych. Jeśli więc nie ma dotacji, nie ma programu, który się nazywa państwowy system nadzoru epidemiologicznego nad koronawirusem, bo nikt takiego zadania nie otrzymał, to my po prostu nie wiemy, co jakie w Polsce występują mutacje. Naukowcy, którzy sami, spontanicznie robią badania – ośrodki w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Warszawie – robią je w ramach działalności badawczej, ale ile szczepów może przebadać naukowo ośrodek dla własnych potrzeb? A to powinno być badanie o charakterze służby państwowej – jest nadzór nad szczepami, bada je wybrane laboratorium, jedno, dwa lub trzy w Polsce i wtedy to ma sens. Ale u nas się tego po prostu nie robi; nie ma takiego programu.

Czyli w istocie nic nie wiemy na temat nowej mutacji koronawirusa ani tego, czy u nas jest? Według Anglików, tę mutację cechuje jeszcze większa zaraźliwość.

Tak, ten wirus jest o 40 procent bardziej zakaźny. Taka jest mutacja wykryta w Wielkiej Brytanii. Zresztą podobna mutacja wykryta została w Afryce. To są mutanty bardziej zakaźne, nie bardziej zjadliwe, w tym sensie, że nie są bardziej szkodliwe dla człowieka; ale częściej zakażają.

Jak Pan przyjął informację o tym, że na Warszawski Uniwersytet Medyczny nałożono karę 350 tysięcy złotych w związku z tak zwaną aferą szczepionkową?

Uważam, że to jest pokazówka zrobiona po to, żeby wystraszyć wszystkich, którzy chcieliby zaszczepić kogoś poza kolejnością. Typowa sytuacja ogłoszenia winy przez media; nie ma żadnych jednoznacznych dowodów, moim zdaniem, na świadome działanie uczelni na niekorzyść skarbu państwa. Wręcz przeciwnie. Nie zmarnowano ani jednej dawki. Przytoczono, że 30 osób spośród lekarzy nie zaszczepiono, a 200 nieuprawnionych dostało szczepionkę. Nawet gdyby zaszczepiono tych 30 lekarzy, to jeszcze 170 dawek by zostało. Moim zdaniem w tej sprawie jest drugie dno i to drugie dno nie jest bynajmniej oparte na medycynie, tylko jest tu jeszcze jakaś inna rozgrywana historia. Przecież ten punkt otrzymał ponad 300 rozmrożonych dawek z jedno-dniowym terminem ważności – dlaczego ta sprawa nie jest wyjaśniona? Uważam, że w pierwszych dniach szczepień panował totalny chaos. Nie było wcześniejszych przygotowań; punkty szczepień improwizowały, dostając duże ilości szczepionek i patologie mogły się pojawić. Przy czym, myślę, zapraszanie ludzi ze świata kultury czy biznesu bez uzgodnienia tego z nadzorem jest błędem. To powinno być uzgodnione. Natomiast na pytanie czy to się odbywa, czy nie odbywa w innych ośrodkach, odpowiedź jest oczywista – odbywa się.

Też docierają do mnie informacje, że ludzie szczepią się po znajomości. Na przykład adwokaci. Wygląda na to, że nie jest to jednostkowy przypadek, tylko proceder.

Ale dlaczego? Ponieważ kryteria nie zostały ustalone jasno od początku. Powiedziano, że może zaszczepić się każdy pracownik ochrony zdrowia, włącznie z administracją. No, to jak pani udowodni, że jako adwokat nie prowadzi pani jakichś konsultacji dla szpitala? Przecież zawsze może pani konsultować szpital. Jest pani tak zwanym niemedycznym pracownikiem szpitala. Jeżeli więc to nie zostało jasno ustalone i kryteria są rozmyte, to wiadomo, że w takiej mętnej wodzie łatwo jest zrobić wiele rzeczy zrobić i nikt tego nie zauważy. Niestety, jeśli są luki w systemie, to trzeba te luki wypełnić, a nie karać ludzi finansowo i to jeszcze w takiej wysokości. Jestem przekonany, że sprawa trafi do sądu, zobaczymy jaki będzie efekt. Ale moim zdaniem nie udowodniono dostatecznie działania na szkodę ani NFZ, ani spółki, więc na czyją szkodę? Za co jest ta kara?

Powtarzany jest pomysł, aby osoby, które bez kolejki te szczepienia otrzymały, odpracowały to jako wolontariusze w szpitalach. Co Pan o tym sądzi?

To może być swego rodzaju furtka do tego, żeby tym ludziom przywrócić godność. Ci ludzie zostali zniszczeni. Uznano ich za cwaniaków, spryciarzy i przestępców, czy też współprzestępców. A wiele wskazuje na to, że te osoby były zapraszane do szczepień. Chociażby pani Magda Umer czy pan Wiktor Zborowski – oni wszyscy mówili, że siedząc już na fotelu, pytali, czy tej dawki komuś nie zabierają. Zostali więc prawdopodobnie wprowadzeni w błąd przez tamtejszy personel, że ta dawka by się zmarnowała, albo rzeczywiście tak było. I to jest powód, dla którego, uważam, że jeżeli da się tym osobom szansę odzyskać wiarygodność i poprawić wizerunek, to akurat wolontariat miałby sens. Pokazałby, że ci ludzie naprawdę nie są cwaniakami, zostali wmanewrowani przez nieudolną organizację. Tylko że to powinno wypłynąć, moim zdaniem, od uczelni. Uważam, że to uczelnia ma najwięcej sobie do zarzucenia przez taką właśnie nie transparentność tej całej historii. No, ale uczelnia to rektor. A rektor…

O właśnie – rzecznik prezydenta mówił, że jest powszechne oczekiwanie w sprawie dymisji pana rektora, prof. Gacionga. Jego dymisji domaga się też pan minister Niedzielski. Pan prof. Gaciong oświadczył, że nie ma zamiaru tym oczekiwaniom ulegać i nie ustąpi ze stanowiska.

Jeżeli coś się dzieje i jest to nagonka bardzo polityczna, a pan minister smutnym głosem codziennie obwieszcza wyniki kontroli, upubliczniając dane osobowe, to mnie to się nie podoba. Wolałbym, żeby było dochodzenie, kontrola i żeby strona miała prawo ustosunkować się do wyników kontroli. A tu już ogłoszono wyrok. Dymisja powinna nastąpić wtedy, gdyby ewidentnie był dowód naruszenia przepisów, naruszenia prawa przez uczelnię. A tak, to wciąż gdzieś krążymy między ucieczką od marnotrawstwa a zastanawianiem się, jaki mechanizm doprowadził do tego, że akurat ci ludzie zostali zaszczepieni, a nie inni. Moim zdaniem, brakuje tego wyjaśnienia. Kto tę listę sporządził? Na jakiej zasadzie ona się tworzyła? Czy była wcześniej przygotowana? Jeśli to było działanie z premedytacją, uzgodnione i ta lista jest nieprzypadkowa, no to ma to już zupełnie inny wymiar. To znaczy, że ktoś taką akcję przygotowywał. A jeżeli ona się tworzyła spontanicznie, na zasadzie, że kolega dzwonił do koleżanki, a z tego co wiem, przynajmniej, jeśli chodzi o środowiska aktorów, to dokładnie tak samo została stworzona lista aktorów już dużo wcześniej, bo były takie sygnały, że może będą jakieś dawki dla promocji, więc może ktoś będzie chętny. Zbierano chętnych po teatrach i te listy były dużo dłuższe. Tylko znów, pytanie, kto i jak to zorganizował. Dlaczego akurat zadzwoniono do tych, a nie innych? To kwestia dochodzenia.

Najprawdopodobniej ci, co się zaszczepią, to szczepionkę przeciwko koronawirusowi będą musieli powtarzać co roku. Takie są głosy, potwierdził je pan Niedzielski.

Nikt tego nie wie, jak będzie. To jest absolutnie nieuprawnione, aby tak mówić. Już się pan minister Dworczyk z tego wycofał, to było dyskutowane podczas posiedzenia Rady Ministrów. Ale nie ma żadnych przesłanek, które by wskazywały, że odporność poszczepienna zanika po roku. Absolutnie, jest to wyssane z palca.

Nie ma Pan już dość tej pandemii? Ludzie coraz częściej zastanawiają się, ile jeszcze i jak żyć?

Ja nie mogę obrażać się na rzeczywistość, wszyscy mamy pandemii po uszy, ale musimy walczyć. Pacjenci wciąż mnie pytają, czy planować wakacje na czerwiec-lipiec. Jeśli ktoś planuje, to niech też zaplanuje sobie wariant B, bo może się okazać, że nie da się wyjechać tam, dokąd sobie zaplanował. Trzeba się dostosowywać. Akurat pracuję w takim zawodzie, w którym życie trzeba przyjmować takim, jakie ono jest. Kiedy zdarzy się wypadek samochodowy, to nikt się nie zastanawia nad tym, co by było, gdyby nie było wypadków, bo trzeba ratować ludzi. Tak samo jest w pandemii. Nie mam pretensji do losu czy Boga, że zesłał na ludzkość pandemię. Jest pandemia, trzeba działać. Jest zaraza, zamęt, wojna; też trzeba sobie radzić. Im szybciej się dostosujemy, tym łatwiej będzie nam to znieść. To lepsze niż się łudzić: „Jutro się obudzę i już nie będzie wirusa”. Tak nie będzie. Wirus zostanie z nami na wiele lat.

Menedżer sportowy - zbawienie czy zło konieczne?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jacek

Może pan Grześkowiak powie skąd jako kraj mamy wziąć więcej dawek szczepionki? To centrala w Brukseli rozdziela, a na dodatek firma Pfizer czasowo ogranicza dostawę szczepionek do Europy. Jacy ci jęczący "eksperci" mądrzy.

Dodaj ogłoszenie