Umierali z wycieńczenia, byli rozstrzeliwani. W Mszanie i Wodzisławiu Śl. uczcili 75. rocznicę Marszów Śmierci

Arek Biernat
Arek Biernat
W Mszanie i Wodzisławiu Śl. uczczono 75. rocznicę Marszów Śmierci Arek Biernat
Przez Mszanę do Wodzisławia Śląskiego dotarła grupa kilkunastu piechurów, którzy w 75. rocznicę tragicznych Marszów Śmierci pokonali pieszo ponad 80 kilometrów. Na czele z pomysłodawcą 78-letnim Janem Stolarzem szli przez cztery dni spod niemieckiego obozu Auschwitz w Oświęcimiu aż na wodzisławski dworzec, skąd ewakuowani więźniowie byli transportowani do obozów na terenie III Rzeszy. W tym roku towarzyszyła im grupa mieszkańców Izraela.

Marsz Pamięci wyruszył w czwartek (16 stycznia) spod bramy niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz w Oświęcimiu. Celem grupy kilkunastu piechurów m.in. z Rybnika i Wodzisławia był wodzisławski dworzec kolejowy. Na czele z pomysłodawcą 78-letnim Jansem Stolarzem przez cztery dni pokonali taką samą trasę, jak 75 lat temu ewakuowani więźniowie obozu koncentracyjnego. Z czasem to wydarzenie zostało nazwane Marszem Śmierci. Ze względu na krwawą historię. Więźniowie umierali z wycieńczenia, mrozu, a ci, którzy nie mogli iść dalej byli rozstrzeliwani przez bezwzględnych niemieckich esesmanów.

Zanim piechurzy idący w 9. edycji Marszu Pamięci dotarli do Wodzisławia Śl. zameldowali się w Mszanie. Tutaj na nich czekała 20-osobowa grupa obywateli Izraela, którzy przylecieli do Polski specjalnie na tę okazję. Był też przedstawiciel polskiego rządu, posłowie, samorządowcy i mieszkańcy regionu.

Piechurzy pokonując przez cztery dni dystans około 83 kilometrów zatrzymywali się przy pomnikach i nagrobkach upamiętniających tragiczne chwile ze stycznia 1945 roku. Tam zapalali znicze i chwilą zadumy oddawali cześć ofiarom wojny. Na ich trasie nie mogło zabraknąć Mszany. Na cmentarzu przy kościele św. Jerzego znajduje się Grób Ofiar Marszu Śmierci, gdzie spoczywają 33 osoby (ciała złożyli tam mieszkańcy Mszany, którzy do dnia dzisiejszego dbają o pomnik).

Uczcili ofiary Marszów Śmierci

Po godz. 14 od minuty ciszy rozpoczęła się uroczystość w Gminnym Ośrodku Kultury i Rekreacji z udziałem wspomnianych piechurów, obywateli Izraela, polityków i mieszkańców.

- Spotkaliśmy się w Mszanie, w małej miejscowości na Śląsku w Polsce, aby wspomnieć ofiary II wojny światowej – mówił Mirosław Szymanek, wójt Mszany.

Przyznał, że to co wydarzyło się w latach 1939-1945 jest niezrozumiałe. Holokaust, ale także mordowanie w obozach zagłady również Polaków i obywateli innych narodowości określił jako niewyobrażalną zbrodnię.

W przemówieniu wrócił do tragicznych wydarzeń ze stycznia 1945 roku. Przypomniał, że mieszkańcy Mszany nie tylko byli świadkami dramatycznego pochodu, ale wielokrotnie pomimo grożących surowych kar, narażając własne życie, pomagali więźniom.

- Przekazując potajemnie chleb czy wodę – opowiadał wójt. Ryzykując własnym życiem mieszkańcy Mszany ukrywali w sumie 20 więźniów. Ten ciężar wzięły na siebie rodziny: Chorowski, Pukowiec, Sitek, Sosna czy Tatarczyk.

Mirosław Szymanek podkreślał, że tego "bestialstwa i ludobójstwa" z okresu II wojny światowej, kiedy ginęli Polacy i Żydzi nie można zapomnieć. Zwrócił się też do gości z Izraela.

- Wspólnie powinniśmy zabiegać o pokój na świecie i dobre relacje pomiędzy narodami – mówił Szymanek.

"Pamiętamy o imionach, a nie numerkach"

Następnie głos zabrał Yaki Ganz. To przewodnik, który od 2011 roku z grupami z Izraela odwiedza Grób Ofiar Marszu Śmierci w Mszanie. Zwrócił uwagę, że wspólnymi siłami Polaków i Izraelczyków po latach udało się ustalić nazwiska wielu pochowanych osób w Mszanie.

- Pamiętamy o ich imionach, a nie numerkach. Mieszkańcy Mszany w 1945 roku pomagali więźniom. Zawsze będziemy to pamiętać - mówił Yaki Ganz. Przypomniał Marię Chorowską, która uratowała francuskiego Żyda Victora Zeitovna. Dziękował też mieszkańcom za pamięć o izraelskich ofiarach II wojny światowej.

Głos zabrali też politycy. Minister Adam Gawęda w imieniu polskiego rządu wyraził sprzeciw przeciwko fałszowaniu historii związanej z II wojną światową. - Oprawcami były hitlerowskie Niemcy i Związek Radziecki – podkreślił.

"Tak długo człowiek żyje, dopóki żyje pamięć o nim"

- To 9. Marsz Pamięci. Jest pełen zadumy i powagi. Idziemy dla zachowania pamięci. Tak długo człowiek żyje, dopóki żyje pamięć o nim. Ponad 80 kilometrów to spory wysiłek. Nam lat przybywa i chcemy tę pamięć przekazywać młodym, dlatego cieszymy się, że na mszańskiej części trasy są z nami uczniowie szkoły z Mszany – mówił 77-letni Jerzy Gawliczek, który szedł w kilkunastoosobowej grupie z Oświęcimia do Wodzisławia Śl.

- Więźniowie szli w wielkim mrozie. Byli głodni, przemęczeni, przemarznięci. Nie możemy i nie chcemy się w żaden sposób do nich porównywać. Chcemy tylko zachowania pamięci o nich. Bardzo dziękujemy też wszystkim, którzy na naszej trasie okazali nam wsparcie. Mieszkańcy wielu miejscowości oferowali nam żywność czy noclegi – mówi pomysłodawca idei 78-letni Jan Stolarz z Radlina.

Po przemowach w GOKiR uczestnicy uroczystości przeszli przed Grób Ofiar Marszu Śmierci. Tam złożono wiązanki i zapalono znicze. Nad ich głowami powiewały flagi Polski i Izraela. Polacy i Izraelczycy wspólnie się też modlili. Następnie grupa udała się na wodzisławski dworzec kolejowy. Tam zaplanowano wykłady, część artystyczną oraz wystawę. W ostatnim odcinku Marszu Pamięci jego uczestnikom towarzyszyli goście z Izraela, samorządowcy oraz mieszkańcy.

Marsz Śmierci: więźniowie umierali z wycieńczenia, głodu, zimna

Przypomnijmy, w styczniu 1945 r. z niemieckiego obozu KL Auschwitz w wyniszczającą, 63-kilometrową wędrówkę wyruszyło około 56 tysięcy więźniów (trasy wiodły do Gliwic i Wodzisławia Śl.). Dziennie pokonując 20-30 kilometrów, 22 stycznia kolumny dotarły do Wodzisławia Śl., by w odkrytych, węglowych wagonach odjechać do obozów w głąb III Rzeszy. Mroźna i śnieżna zima, wycieńczenie ciężką pracą w obozie i brutalność hitlerowców stały się przyczyną śmierci blisko 15 tysięcy więźniów. Każde odstępstwo od kolumny karane było natychmiastową egzekucją. Wielu spośród tych, którzy przeżyli Marsze Śmierci, zginęło w obozach w głębi Rzeszy.

Z obozu mieli być wyprowadzeni więźniowie zdolni do pracy. Jednak w kolumnach ewakuacyjnych znalazły się także osoby wycieńczone i chore oraz dzieci. Esesmani mordowali tych, którzy opadli z sił i nie byli w stanie kontynuować marszu, a także strzelali do uciekających. Na terenie Śląska Górnego i Opolskiego straciło życie około 3 tys. osób, natomiast w trakcie całej ewakuacji zginęło między 9 a 15 tys. więźniów Auschwitz.

- W obozie Auschwitz był mój ojciec i dwóch wujków. Rodzina liczyła, że uda się kogoś z nich wypatrzeć w kolumnie więźniów i spróbować ich wyciągnąć z tego koszmaru, np. poprzez przekupienie strażników. W 1945 roku miałem siedem lat. Niewiele pamiętam. Było dużo śniegu i straszny mróz. Gdzieś w Wodzisławiu Śl. W samochodzie oczekiwaliśmy kolumny i wypatrywaliśmy ojca i wujków. W aucie było zimno, a co dopiero musieli czuć wycieńczeni więźniowie skąpo ubrani – wspomina Andrzej Prokop, syn Wilhelma, który przeżył Auschwitz.

Jak się później okazało w tej kolumnie szedł tylko jeden jego wujek. Jego ojciec w 1944 roku został wywieziony do obozu na terenie III Rzeszy, a drugi z wujków podczas ewakuacji ostatniej kolumny schował się w magazynie odzieży na terenie Auschwitz i doczekał wyzwolenia obozu.

Wspomina, że rodzina wypatrzyła w okolicach dworca kolejowego wujka Augustyna Kożucha, który przeszedł morderczą wędrówkę. Podjęto negocjacje ze strażnikami, ale w obawie przed rozstrzelaniem zaniechano tego.

- Wujek pojechał pierwszym transportem na Ostrawę i dalej w głąb III Rzeszy. Wrócił dopiero po wojnie. Nie opowiadał o tym, co się wówczas zdarzyło. Zarówno ojciec i wujkowie nie chcieli na ten temat rozmawiać – dodaje Andrzej Prokop, który na uroczystość do Mszany dotarł z obozowym pasiakiem swojego ojca.

FLESZ: Wybory Prezydenckie 2020 już w maju - to musisz wiedzieć.

Wideo

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3